10 lipca, 2008

Prawdziwa historia.

Tak więc wpadam do wypożyczalni wideo, celem wypożyczenia filmu. Obchodzę całość, zerkam na półeczki. Same hiciory z fabryki odgrzewanych kotletów a.k.a Hollywood. Nic ciekawego generalnie. Podchodzi do mnie pracownik tej zacnej firmy, najwyraźniej zobaczył zatroskaną, nie potrafiącą się zdecydować duszyczkę, i zadaje pytanie "Czy może w czymś pomóc?"
Widać, że chłopak nowy, nadaktywny, jeszcze nie zna się na interakcji z klientem. A więc ja, ponieważ mam doświadczenie już z tego typu ludźmi, to wiem, że nie da się ich po prostu zbyć zwykłym "Nie, dziękuję, tylko oglądam." Taka taktyka jest dobra na chwilę jedynie, bo zaraz wracają i się dopytują "Ale czy na pewno? Może jednak w czymś doradzić?".
Mówię więc wprost: "W zasadzie to tak, przyda mi się Pańska pomoc. Szukam filmu, w którym ci źli wygrywają. Wie Pan, taki w którym dobro dostaje po tyłku i zostaje kompletnie upokorzone. Filmu, w którym "duch dobroci" głównej postaci zostaje złamany, jego ideały zniszczone, a wszelkie wyższe zasady moralne i cnoty, którymi się kieruje zostają przedstawione jako zwykłe kłamstwa, którymi są w rzeczywistości. A na koniec najfajniej by było, gdyby całe społeczeństwo ocknęło się ze swej hipokryzji i otwarcie zaczęło czcić Zło."
Cykanie świerszczy w tle.
"Macie coś takiego?" - pytam tego dobrego człowieka, który najwyraźniej jest trochę zagubiony. "Errr, może spróbuje pan w sekcji dokumentu?"
a propos filmów, "Zdarzenie" jest zdupy.

Brak komentarzy: