30 listopada, 2011

Frustracje absolwenta.



Chyba tego się obawiałem, gdy kończyłem studia. Sytuacja wygląda tak: wstaję rano, zajmuje się swoim hobby, piszę to i owo, popołudniem przeglądam oferty pracy, wieczorem kurwica mnie bierze wraz z narastającym strachem o przyszłość. 

"Powinienem był zostać księgowym" - z tą myślą zasypiam.

Poniżej o tym czego możecie oczekiwać po rynku pracy, gdy skończycie studia humanistyczne.

21 listopada, 2011

Blackwell: Deception i inne wieści


Na gejm.net/miodny.pl pojawił się mój tekst o Blackwell: Deception. Czwartej części cyklu Blackwell, autorstwa Dave'a Gilberta z Wadjet Eye Games. Podążając za ostatnim linkiem, znajdziecie zwiastun gry. Jest nawet demo, co w dzisiejszych czasach jest niesłychane.

Wyjaśnię na wstępie, że nie musicie znać poprzedniczek, aby czerpać przyjemność z gry. Wszystko, co powinniście wiedzieć, zawiera prolog. W recenzji piszę takie rzeczy jak:

"Rozgrywka opiera się na klikaniu myszką i czasem wysileniu zwojów mózgowych. Kluczowym narzędziem pracy Rosy jest telefon, dzięki któremu przemieszczamy się po mieście, zbieramy wskazówki, szukamy informacji w sieci, a nawet dzwonimy! Ponadto mamy trochę klasyki w postaci zbierania przedmiotów, łączenia ich, interakcji z otoczeniem i wyboru odpowiedniej odpowiedzi podczas rozmowy."
oraz
"w Deception sprawcami całego zamieszania jest mafia fałszywych wróżbitów. Brzmi jak świetny materiał na komedię, ale jest zupełnie inaczej. Wątek ten owinięty jest w warstwy lekkości, może nawet banalności, ale pod nimi kryje się serce czarne jak atrament wylany na nocnym, bezgwiezdnym niebie. Proces odwijania tych warstw nieco zawodzi, ale sama końcówka poprowadzona jest mistrzowsko."

Swoją drogą, Wadjet Eye pozamiatało w tym roku. Dwie najlepsze przedstawicielki gatunku - Gemini Rue i Blackwell: Deception - wyjechały właśnie z ich stajni.

Z innych wieści, założyłem twittera. Jeśli odkryjecie coś ciekawego w sieci, chcielibyście się czymś pochwalić, czy zwyczajnie powiedzieć "cześć", dajcie znać. Co więcej, myślimy w gejmie/miodnym nad stworzeniem miejsca dla gier niezależnych i gier na telefony. Zrobiliście coś w wolnej chwili i chcecie, by świat o tym usłyszał? Prawdopodobnie powinniście poszukać popularniejszego serwisu, ale nam również dajcie znać, tak po znajomości. Nasi stali czytelnicy chętnie się z nią zapoznają, ich cała piątka.

Obiecuję, że spojrzymy, zaopiniujemy, a nawet opiszemy.

Ok, to tyle, na razie.

13 listopada, 2011

Powrót z zesłania.

Niewiele się dzieje. Zesłanie do Łodzi zakończone, tragicznie nie było. Realizowałem swoje marzenie z dzieciństwa - wstawałem późno i nic nie robiłem dzień cały, poza wyskoczeniem do sklepu po zagraniczne smakołyki. Nie ma to jak Lidl. Trochę chorowałem, a w następnym tygodniu zwiedzałem - po kuracji składającej się z przedawkowywania sudafedu i rutinoscorbinu. Pogoda chodzeniu sprzyjała.

Wieczory spędzaliśmy z ojcem na oglądaniu s-f. Odkrył chomika i że ściąganie z niego nie jest regulowane prawnie. Codziennie zdobywał po 3-4 tytuły, zarówno klasyki typu Forbidden Planet, nowości jak Transformersy, czy badziewie pokroju Lifeforce albo Nazajutrz. Z zaskoczeniem obserwowałem staruszka, który twardo oglądał te wszystkie filmy do drugiej nad ranem. Kiedyś obiecał je sobie nadrobić i ta chwila nadeszła teraz. I fakt, że wstaje o szóstej rano mu w tym przeszkodzi. Był lepszy ode mnie. Na niektórych filmach zasypiałem, albo traciłem zainteresowanie w połowie i odpalałem NDSa.

O doświadczeniach z konsolą, procesie noszenia mebli i bezcelowości życia po studiach, poniżej.

04 listopada, 2011

Łódź, kurwa.

Remonty w mieszkaniu trwają już dobre dwa miesiące. Zaczęło się spektakularnie - rozwalanie ścian, przebijanie się do sąsiadów i wymiana kaloryferów. Odgórnie narzucone co prawda, bo w całym bloku system grzewczy ulepszali. Jednakże zachęciło to moich rodziców do dalszych robót. Myślałem, że na wymianie okien i parapetów się skończy. Szczególnie, że owe parapety były tak mocno osadzone w ścianach, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz, że po raz kolejny doszło do rozbijania.

Wyraźnie słyszałem, że na ten rok już starczy wrażeń. Słowa bodajże mojej matki. Podczas kolejnego procesu przesuwania mebli, mycia podłóg i ścierania kurzu, rodzice zaskoczyli decyzją, że w sumie cyklinowanie i odmalowywanie nie zaszkodziłoby mieszkaniu. Na próbę zrobili jeden pokoik, spodobało im się, ale ekipa złożona ze starych dziadków ewidentnie zrobiła ich w bambuko. Matka z ojcem są jednak zbyt wygodni i niechętni do konfliktów, zapłacili zatem zbójeckie stawki, a do kolejnego pokoju zatrudnili inną firmę. Z tej byli na tyle zadowoleni, że zlecili im odnawianie całego mieszkania.

W czteropokojowym mieszkaniu, w którym każde miejsce jest zapełnione meblami, telewizorami, sprzętem elektronicznym i innymi duperelami, przenosić ten szajs można tylko do dwóch najmniejszych. Jest to spory problem logistyczny, szczególnie, że trzeba nosić te rzeczy, żeby lakieru nie zedrzeć. Ponadto w tych dwóch pokojach mieszkać muszą trzy osoby, z których jedna śpi w dzień, żyjąc nocą. W sumie nie żyje, a wegetuje przed Animal Planet. I nie mówię tu o sobie.

Postanowiłem, że wyjadę, żeby nie oszaleć oraz dla zachowania harmonii w mieszkaniu. Ale gdzie by tu się wynieść? Jedno mieszkanie sprzedane, drugie wynajęte, babcia wizyt dłuższych niż godzinka sobie nie życzy. Nie zostało mi nic innego, jak:


I siedzenie ze starym. W dodatku atmosfera jest pasywno-agresywna, co jest reakcją mojego ojca na fakt, że się przeziębiłem. Ważne rzeczy ma do zrobienia, a ja na niego prycham, no jak mogę! Nie prycham, po prostu siedzimy razem w tej kawalerce i dopóki nie wyzdrowieję nie mogę na powietrze wyjść, stary kapciu!