30 sierpnia, 2011

Ustka - główne atrakcje.

Nienawidzę swojego promotora. Najpierw człowieka pogania i kontroluje, chcąc jak najszybciej zobaczyć poprawki, a potem, gdy dostaje wydrukowaną pracę, mówi, że przeczyta ją i sprawdzi na wakacjach, na które właśnie się wybiera. Przez miesiąc będzie zwiedzać Madryt, w przerwach zerkając na studenckie wypociny, a następnie wszystkich zaprosi na swój dyżur pod koniec września. Zamiast bronić się w następnych kilku dniach, jak planowałem, studia skończę w październiku. Mam nadzieję.

A co do wakacji...

Dzień 2.

27 sierpnia, 2011

Ustka - Pierwsze wrażenia.

Uwielbiam weekendy spędzać w zasyfionym mieszkaniu, składać meble, rozkładać je, ciąć i składać ponownie, bo akurat takie dwie rurki przeszkadzają im w aklimatyzacji. 7 godzin z piątku mi to wyjęło i 6 z soboty. Wszystko po to, żeby komuś wynająć. Cudnie. Wróćmy jednak do odbytej jakiś czas temu podróży.

Dzień 1.

22 sierpnia, 2011

Ustka - początek podróży.

Ok, poniżej prolog wyprawy do Ustki, odtworzony z haseł i zdjęć. Zajmuje mi to dłużej niż myślałem, bo gorączkowo poprawiam magisterkę, tak aby promotor był zadowolony. Oznacza to ostatnie szlify we wstępie/zakończeniu/streszczeniu/bibliografii. Jak moja praca nie okaże się najpoczytniejszym gównem wśród ciała profesorskiego, będę zawiedziony.

Dzień 0 - podróż.

16 sierpnia, 2011

Skąd Litwini wracają?

Była niedziela wieczór, gdy wysiadłem na Dworcu Wschodnim. Zgodnie z oczekiwaniami, powrót był męczący. Dziesięć godzin na tyłku w jednym miejscu, z krótkimi wypadami do toalety lub wagonu restauracyjnego. W dodatku miejsce obok swojego ojca zajmowałem, którego głowa, gdy zasnął, uderzała mnie w ramię, co doprowadzało mnie do szału. Zamiast wybuchnąć, co byłoby usprawiedliwione, ograniczałem się do prychania i rzucania kurwami pod nosem. Natomiast gdy mi udało się przysnąć, ojciec budził mnie z błahych powodów. Darmowy poczęstunek, synu, weź powiedz co chcesz, no przecież nie będę za ciebie decydować, potem pretensje mieć będziesz. Chcesz kanapkę? Ja biorę kanapkę. Ty nie chcesz? Na pewno? Nie jesteś głodny? Jedziemy już dwie godziny, a ty nie chcesz jeść? Jakiś chory jesteś.

I tak cały czas.