31 marca, 2011

Raport z pola bitwy. #2

Mniej więcej przed miesiącem pisałem, że grę robię, skoro już wymyśliłem odpowiednią fabułę. Dziś mogę z całą pewnością zapewnić, że do tego nie dojdzie. Mój programistyczny analfabetyzm i niechęć do nauki, nawet tak prostego programu, jak RPG Maker, wzięły górę. Pocieszam się faktem, że za jakieś 30 lat, kiedy embriony będą w stanie projektować we Flashu za pomocą myśli, gdzieś w kambodżańskiej puszczy będzie ostatni bastion niedołężnych i bezużytecznych humanistów, do którego pewnie dołączę. W końcu będę mógł mówić, że należę do jakiejś elity.

Żeby nie wyjść na kompletnego dupka, który wpierw ogłasza, że coś zrobi, a potem jedynie grzeje tyłek na słońcu, uznałem, że przerobię ową fabułę na krótkie opowiadanie. W odcinkach!
Premiera już wkrótce.

A teraz parę słów o suszonej wołowinie:

O moja suszona wołowino z firmy Wild West,
z wielką chęcią zabrałbym Cię na każdy fest,
problemów z tym byłoby jednak bez liku,
jako że nie zniósłbym wzroku przeklętych zazdrośników!

Astronauci zachwycają się Twym bogatym w białko wnętrzem,
co świadectwem jest Twych niesłychanych zdolności,
wpływu Twej zawartości na rozwój mięśni i kości,
dlatego jeśli o dzielenie chodzi, pozostanę samolubem.

Brak komentarzy: