25 marca, 2011

Wyzwania i doznania.

Jakiś czas temu postanowiłem w miarę regularnie uaktualniać stronę. W sensie, częściej niż tylko w niedziele. Największym wyzwaniem, z którym co chwila muszę się mierzyć, jest brak pomysłu na post.
Pomysł nie musi być dobry czy ciekawy, po prostu musi być. Jak zalążek, który w pełni rozwinie się w edytorze tekstu. Brak czegoś takiego, zazwyczaj kończy się tym, że patrzę na pustą kartkę przez pół godziny, po czym stwierdzam, że pieprzę to i zabieram się za ciekawsze rzeczy.

Chęć opublikowania czegoś potrafi jednak wiercić dziury w głowie, wówczas każdej czynności towarzyszy niepokój, poczucie zawodu, czy jak to inaczej nazwać. Wtedy nawet wstawić wody na herbatę w spokoju nie można.

Coś w tym stylu złapało mnie wczoraj. Przysiadłem z zamiarem spisania dupereli ze swojego życia, nic konkretnego, tak „po prostu”. Oczywiście, inspiracja zawiodła na całej linii. Intensywnie myślałem, co mogę napisać, co ciekawego się wydarzyło w ciągu ostatnich dni. Próbowałem do tego podejść z kilku stron, za każdym razem dochodziłem do wniosku, że w zasadzie, nie mam o czym. Co samo w sobie świadczy o tym, jaki to atrakcyjny żywot prowadzę.

Uznałem zatem, że czas pograć w SWAT 4. Nie będzie zaskoczeniem, jeśli zdradzę, że przez każdą sekundę, jaką spędziłem z grą, myślałem o wpisie. O tym, że zawiodłem swoje oczekiwania. O tym, że powinienem się rozwijać twórczo i pisać, a nie tracić czas na gierki. Nawet gdy wpompowywałem śrut w bandziorów, gdy wpadłem w odwiedziny do mieszkania seryjnego mordercy, gdy ratowałem zakładników nieudanego napadu na monopolowy czy rozbrajałem bomby w niedokończonej części budynku, cały czas po głowie chodził mi ten przeklęty post.

„Może recenzję, w takim razie?” - pomyślałem. Ok, ale czego? SWAT 4? Nie, za mało godzin w to włożyłem. Return to Krondor? Dopiero co zainstalować się udało. Dragon Age? Odpada. Na samą myśl o tej serii robi mi się niedobrze. (Pewnie niedługo coś o SWAT 4 skrobnę, tak btw.)

W sumie, między 17 a 2 nad ranem, nie robiłem nic innego, jak szukałem inspiracji do napisania czegoś. CZEGOKOLWIEK. Zwiedziłem internety, sprawdziłem oferty powiększania penisa (spam mailowy, żeby nie było), przeczytałem Focusa, nawet rozważałem napisanie czegoś o suszonej wołowinie. Skończyło się na tym, że wypiłem trzy piwa i poszedłem spać.

Męczarnia niebywała, ale hej, przynajmniej znalazłem temat.

Brak komentarzy: