03 października, 2011

Piosenki - tak; artystów - nie.


Obok swoich milusińskich, ulubieńców i idoli, każdy ma artystów, których nienawidzi. Przez ich muzykę, styl bycia, chamskie zachowanie czy sprzedawanie się mediom. Czasem powodu nie musi być. Wystarczy, że dojrzy się w nich to wewnętrzne fuj.

Poniżej trzynaście kawałków, które lubię od różnych artystów, prezentujących różne style muzyczne, których szczerze i podejrzewam, że z wzajemnością, nienawidzę. Są linki, są teledyski, a na końcu paczka.

To tylko opinia, pamiętajcie.


Nienawidzę Doherty'ego, jego chlania, ćpania i pokazywania się z modelkami. Opisuję gwiazdę rocka, wiem. Inaczej zatem. Nie przeszkadzałby mi jego styl bycia, gdyby był szczery. Doherty zapoczątkował modę na zawsze nietrzeźwych chudzielców. Fajnie, mieli z tego kasę i oferty koncertowania. Ale potem stał się to temat dominujący w The Libertines. "Chuj z muzyką!" - wydawali się mówić. "Zamiast grać, możemy chodzić cały czas napierdoleni; mniej wysiłku, a pieniądze większe!". 

No i jakiś znany projektant mody powiedział publicznie, że Doherty to ideał mężczyzny. Nagle uwaga brukowców i pudelków skupiła się na The Libertines, a oni prześcigali się w tym, kto większe kontrowersje wywoła.

Boże, czy to znowu czasy Sex Pistols?

Ich albumy nie są złe, szczególnie powyższa piosenka.


Nie lubiłem polskiej muzyki. Pierwszy album CKOD przekonał mnie, lata temu, wraz z twórczością Kultu i Kazika, że jednak warto dać jej szansę. Potem zobaczyłem ich na żywo i poczytałem wywiady. Przez długi czas miałem ich za aroganckich dupków i hipokrytów, którzy kształtują się na outsiderów, a są dziwkami medialnymi.

Szczęśliwie przeszło im to, ale tak dobrego materiału już nie nagrywają. Co do koncertów, grają dynamiczną muzykę, a na scenie poruszają się jak anemicy. Zal patrzeć.


Colplay i Muse, a w zasadzie całej postbritpopowej bandy, nie lubię. Wyrosła na sukcesie "OK Computer" Radiohead. Nagle każdy chciał śpiewać jak kastrat i eksperymenty gitarowe przeprowadzać. Wśród tysięcy naśladowców były powyższe zespoły. Jako fan radiogłowych miałem z tym problem.

Jednakże obydwa zespoły wyrosły na coś więcej. Coldplay szczególnie mnie zaskoczył Viva La Vida. Muse swoim Absolution przekonał mnie do siebie. Ale dalej za nimi nie przepadam i twierdzę, że przyszłością Martina jest Sting.

Swoją drogą, jedną z głównych motywacji do zmiany dźwięku przez Radiohead, było pokazanie fucka naśladowcom. Yorke w wywiadach mówił: "niech teraz spróbują po nas kopiować".


Anita napsuła sobie u mnie swoją solową twórczością. Wszystko się może zdarzyć słyszałem będąc dzieckiem tyle razy, że najchętniej bym przegryzł Anicie krtań i patrzył jak się wykrwawia. Jej piosenki z Porterem, o dziwo, nie są fatalne. Całkiem w porządku nawet. 


Patrz Coldplay.


Mieliście w życiu osobę, która potrafiła zepsuć wam każdą piosenkę, czy zespół? No właśnie. Miłość mojej eks do Placebo, puszczanie ich płyt w kółko i w kółko spowodowało, że nie cierpię tych babochłopów. Tak jak seryjni mordercy muszą kupować Buszującego w Zbożu, tak ja muszę łamać każdą płytę Sleeping With Ghosts i Meds, jaką znajdę.

Jedyna piosenka, jaka mi nie zbrzydła, jest powyżej.


Kanye ma za duże ego, żeby go lubić. Uważa się za Jezusa rapu, wyrocznię i autorytet. Bezwstydnie promuje swojego mentora Jaya-Z i jego kobietę, robiąc z siebie pośmiewisko w wywiadach i podczas imprez. Pamiętacie to? Nie mówiąc o monotematyczności jego tekstów, które kręcą się wokół niego i tego jak fajnym gościem jest. 

Ale muzykę robi świetną, na Graduation szczególnie. 

I widzieliście ten teledysk? Dayum.


Przez Don't Speak znienawidziłem Gwen i No Doubt. Do tej pory nie wiem, jak brzmią ich inne piosenki. Może są zupełnie inne? Natomiast solowy album Gwen był powiewem świeżego powietrza na scenie tanecznej. Nie jest wybitny, nie przekonwertowałbym nim fanów Burzum na dance, ale jest przyjemny. Szczególnie w porównaniu z twórczością Britney z tego samego okresu.

Hollaback Girl jest również przykładem dlaczego nienawidzę rynku muzycznego. Spójrzcie tylko na ten teledysk, albo jej występy na żywo w telewizji. Słowo shit jest zabronione? Co to za pieprzona cenzura? Żyjemy w latach '60, czy jak? I gdy w piosence z ust Gwen ma to słowo paść, zakrywa usta i patrzy w bok, jakby ją wzdęło.


Lubię muzykę Crystal Castles. Trzeba jednak powiedzieć, że to para aroganckich kutasów bez poczucia humoru, szczególnie Alice Glass. Banują użytkowników swojej społeczności za takie przejawy kreatywności (obrazek też). Dziennikarzy traktują jak gówno, kłamią i obrażają ich. Używają materiałów innych artystów, zarabiając na tym, a nawet o nich nie wspomną. Jak z tym obrazkiem Madonny

W dodatku są beznadziejni na żywo. Ethan stoi za konsoletą i miksuje, wliczając w to puszczanie sampli głosu Alice, a ona rzuca się po scenie i publiczności, jakby miała atak epilepsji. Rzadko kiedy naprawdę śpiewa.

Nie zważajcie jednak na moje biadolenie, ich muzyka roznosi.


Nie, tutaj nic odkrywczego. Nie lubię jego muzyki, za wyjątkiem Draguli i jej remiksów. No i czy to całe festyniarstwo jest konieczne?


Zajebista muzykę robili bracia Gallacher. Przez pierwsze kilka albumów. Szkoda, że potem te albumy chcieli sprzedać raz jeszcze, pod innymi nazwami. I cały czas sobie wrzucali. Nawet po rozpadzie Oasis, bracia Gallacher nie potrafią przestać się kłócić. A nowy projekt Liama? Beady Eye? Brzmi identycznie jak ostatnie albumy Oasis.


Za często Eska ją puszcza. Jej piosenki tak często słyszę w radiu, że nimi wymiotuję. A szkoda, bo Shut Up and Drive jest niezłe, jak i Don't Stop the Music. Only Girl in the World i Cheers z Loud były jednymi z najbardziej tanecznych utworów zeszłego roku. 

Poza tym ten cały szum medialny wokół jej związku i nagich fot? Dajcie spokój. Powyższe Skin dowodem jest na to, że Rihanna subtelna w tych sprawach nie jest.


Nie chodzi tyle o PIL, co o Rottena. McLaren w szkole artystycznej nauczył się, że lepsze od osiągnięcia średniego sukcesu jest spektakularna porażka. Sex Pistols było próbą osiągnięcia tego drugiego. Było to wypowiedzenie wojny, gwałt i zamach na popkulturę w jednym. McLaren chciał ją rozerwać na strzępy. Nie chodziło o pieniądze, czy popularność. Istotny był przekaz.

Wybrał chłopaków, którzy nie potrafili grać czy śpiewać. Zaprojektował ich wygląd, wliczając w to stroje, buty, fryzury i okładkę płyty. A potem popkutura oszalała na ich punkcie.

I na tym Rotten postanowił zarobić. Był to koniec Rottena-piosenkarza, a początek Rottena-biznesmena. PIL powstało tylko po to, żeby zrobić na złość McLarenowi i żeby zarobić na kontrowersjach z tym związanych. Fakt, muzyka jest świetna, zazwyczaj, ale powstanie zespołu i jego polityka odnośnie do pieniędzy, przyprawia mnie o mdłości.

Paczka na wrzucie. Kawałki ułożone bez preferencji, chyba lepiej brzmią w tej kolejności.

A jak wasza lista by wyglądała? Czy w ogóle byście robili jakieś zestawienie, czy uznalibyście, że nie warto? Bo chodzi o wykonawców, których i tak nie lubicie? Ach, tyle pytań i odpowiedzi na horyzoncie brak.

I wbrew pozorom, nie jestem pruderyjny.

Brak komentarzy: