25 lipca, 2011

Introwertyk vs. media społecznościowe.

Jako introwertyk i człowiek chorobliwie nieśmiały, przez znaczną część swojego życia wierzyłem, że udana interakcja w ramach procesu uspołeczniania się, a szczególnie podczas dialogu z nowo poznanymi osobami, wymaga stworzenia i utrzymania kamuflażu. Takiego, który pozwoliłby mi być jednocześnie obecnym i nieobecnym. Aby być rozpoznawalnym i popularnym, lecz bez presji związanej z oczekiwaniami innych ludzi wobec mnie.

Taktyka, jaką stosowałem, i przyznam ze wstydem, stosuję czasem i dziś, polegała na wysyłaniu sprzecznych sygnałów, czy może nawet na dwulicowości. Unikałem kontaktu wzrokowego, dając rozmówcy poczucie dominacji; miałem skupioną minę, żeby wydawać się inteligentnym; czasem wpatrywałem się w element otoczenia, jak we wzorek na dywanie - który, jeśli popatrzy się pod pewnym kątem, wygląda jak E.T - w celu odstraszenia potencjalnego dyskutanta, jednocześnie sprawiając wrażenie, że dialog ze mną byłby interesujący.

Uważałem banały, od jakich zazwyczaj zaczyna się konwersację, za swojego najgorszego wroga. Męczyły bardziej niż wysiłek fizyczny. Zadając pytanie "jak leci?" przewracałem oczami, nie wierząc, że marnuję powietrze na taką pierdołę. Miałem niemądre przekonanie, że mój rozmówca powinien od razu wiedzieć, jakie tematy poruszyć, żebyśmy nie tracili energii na drobnostki. Często w czasie smalltaku rezygnowałem z dalszej konwersacji, żeby broń boże ktoś przypadkiem nie przebił się przez mój kamuflaż, mając nadzieję, że wycofanie się zostanie odebrane bardziej jako tajemnicze i niezwykłe, niż niegrzeczne i nietaktowne. 

Nie podejmowałem inicjatywy i bałem się dzielić swoimi zainteresowaniami, czy opiniami ze względu na utrzymanie iluzji, nie tylko dla innych, ale i dla siebie. Wolałem samotność niż rozmowę z kimś, która uświadomiłaby mi jak zwyczajny jestem.

I tu wchodzi sieć, gdzie można spokojnie zbudować kamuflaż na tyle wyrafinowany, że stanowi odrębną osobowość. Jest się wolnym od niewygody interakcji twarzą w twarz, czy presji czasu. Innymi słowy, Facebook i podobne wynalazki pozwalają osobom społecznie ułomnym, jak ja, przywdziać maskę, którą inni bez problemu zaakceptują.


Amerykanie badania przeprowadzili, które potwierdzają, że komunikacja poprzez media społecznościowe pozwala uciec nieśmiałym od elementów interakcji, które prześladują ich w koszmarach nocnych, czyli: stres związany z szybkim wymyślaniem tematów do rozmowy; obawa, że nikt cię nie słucha, a zaraz i tak przerwie; sygnały niewerbalne, mogące być niewłaściwie zrozumiane; zwyczaje związane z intymnością. Jest to swego rodzaju terapia, im pewniej człowiek czuje się w sieci, tym większa szansa, że wpłynie to pozytywnie na jego interakcje poza komputerem.

Mógłbym teraz wejść na jakieś forum, skomentować czyjeś zdjęcie, jednocześnie linkując do muzyczki z Chrono Trigger. Olać temat, w którym zostałem zwyzywany, aby wrócić później z lepszą strategią. I wszystko byłoby w porządku. W internecie nie ma "nieodpowiednich momentów". Jest stała przestrzeń, gdzie zawsze znajdzie się czas na ekspresję. Nawet jeśli coś mi nie wyjdzie, czy strzelę gafę, mam poczucie, że internet jest mniej krytyczny niż świat poza nim. Świadomość istnienia tych możliwości sprawia, że czuję się wolny. Pewny siebie.

Preferuję fora internetowe od Facebooka czy Grona, z których zrezygnowałem, bo robią z relacji społecznych karykaturę. Obecna generacja sieci społecznych przerabia relacje międzyludzkie w taki sposób, że wyrażanie siebie i poczucie więzi przestają być istotne. Liczą się liczby. Ilość kliknięć w "Lubię to!", liczba komentarzy oraz ilość znajomych. To ostatnie, szczególnie na Gronie, zmieniło się w zawody porównywania e-penisów. Ma to swój wpływ na świat zewnętrzny. Pytanie "ilu masz znajomych na fejsie?" nie jest rzadkością na imprezach. Po nocy przemierzając ulice często widzę starsze kobiety, robiące z siebie idiotki, krzycząc "Lubię to!". Może to znak czasów; świat zmienia się, a wraz z nim system relacji społecznych.


Media społecznościowe w obecnym kształcie nie są idealne, pomimo tego stanowią świetne narzędzie, które może pomóc introwertykom i nieśmiałym w budowaniu relacji z innymi. Jako jeden z nich, optymistycznie patrzę w przyszłość, wierząc, że społeczności następnej generacji będą lepsze.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Ciekawy wpis.:)