Dawno nie pisałem o muzyce. Jakiś czas temu uznałem, że nie warto marnować śliny lub męczyć klawiszy, aby opisywać dźwięki. Nasza generacja ma ten komfort, że zawsze jest youtube, wrzuta i inne serwisy, dzięki którym nie trzeba, a nawet nie wypada, polegać na czyiś rekomendacjach. Najlepiej przekonać się samemu. Wyjątek postanowiłem zrobić dla Interpolu, dla którego równie dobrze mógłbym opuścić rodzinę (jedno słowo od Banksa i już mnie nie ma. W zasadzie żyję na walizkach), a który niedawno po raz kolejny zmienił wytwórnię i nową płytę wydał.
26 września, 2010
01 września, 2010
Mierz wysoko.
Mnóstwo ludzi zbyt wysoko zawiesza sobie poprzeczkę. Inny powszechny problem jest taki, że wielu brak planu długoterminowego. Są to kwestie, dzięki którym szybko można się wzbogacić. Wystarczy się zastanowić, jak często słyszy się "To jest za trudne", "Nie dam rady!" i "Co teraz?". Stawianie sobie nieosiągalnych celów, brak planowania i praktyki są częstą przyczyną rezygnacji, czy nawet upadku wielu mężczyzn, kobiet i dzieci! W takich chwilach pomaga nam wiara, religia i kościół.
29 sierpnia, 2010
Kiedy wyższy szczebel się nudzi.
Stephen King z zaskoczeniem stwierdził w swoim wielce pomocnym "Jak pisać - pamiętnik rzemieślnika", że ludzie uwielbiają czytać o pracy. Zachęcony tymi słowami pozwolę sobie na opisanie jednej sytuacji, której byłem świadkiem w poprzednim tygodniu w moim zakładzie.
23 sierpnia, 2010
Mądry po szkodzie.
Doświadczenie robi różnicę. Człowiek bez doświadczenia godzi się na byle co, popełnia błędy i nie wie czego może się spodziewać. Ażeby nie owijać w bawełnę - doświadczenie chroni twoją dupę przed gwałtem. Ważna sprawa, szczególnie w branżach powiązanych z własną wesołą twórczością.
Przykładowo, w moim zakładzie praca jaką wykonuję nie jest szanowana. Powód? Bynajmniej nie ze względu na jej nikłą jakość, lecz dlatego bo jest niemal za darmo. Tłumacz przysięgły/biegły bierze za pojedynczy skrawek tekstu jakieś dwa razy więcej tego, co ja zarabiam przez cały miesiąc. Czy byłem świadom tego, gdy się zatrudniałem? Skądże. Pracodawca wykorzystał moją naiwność i niewiedzę, dzięki czemu obrabia mi tyłek od prawie dwóch lat.
Nie jestem światowcem, żeby przyrównać tą sytuację do "zachodu", ale wiem, że u nas panuje podejście "za darmo = gówniane". Przyczyna porażki linuxa/open office na polu naszych instytucji. Bo jeśli jesteś fachowcem, z którego zdaniem należy się liczyć to cenisz swój czas. Jak to Joker mówił w Mrocznym Rycerzu: "Jeśli jesteś w czymś dobry, nigdy nie rób tego za darmo".
Jest to proces uświadamiania, który musiałem przejść, czy mi się to podoba czy nie. Coś jak dorastanie albo zdobywanie leweli w rpgach.
Podejście kapitalistyczne, chłodne i cyniczne rządzi rynkiem pracy. Trzeba się dostosować do tej rzeczywistości, próbując zachować choćby mgliste resztki beztroskiego dzieciństwa, żeby nie dołączyć do przesączonych nikotyną i alkoholem korporacyjnego tłuszczu.
Przykładowo, w moim zakładzie praca jaką wykonuję nie jest szanowana. Powód? Bynajmniej nie ze względu na jej nikłą jakość, lecz dlatego bo jest niemal za darmo. Tłumacz przysięgły/biegły bierze za pojedynczy skrawek tekstu jakieś dwa razy więcej tego, co ja zarabiam przez cały miesiąc. Czy byłem świadom tego, gdy się zatrudniałem? Skądże. Pracodawca wykorzystał moją naiwność i niewiedzę, dzięki czemu obrabia mi tyłek od prawie dwóch lat.
Nie jestem światowcem, żeby przyrównać tą sytuację do "zachodu", ale wiem, że u nas panuje podejście "za darmo = gówniane". Przyczyna porażki linuxa/open office na polu naszych instytucji. Bo jeśli jesteś fachowcem, z którego zdaniem należy się liczyć to cenisz swój czas. Jak to Joker mówił w Mrocznym Rycerzu: "Jeśli jesteś w czymś dobry, nigdy nie rób tego za darmo".
Jest to proces uświadamiania, który musiałem przejść, czy mi się to podoba czy nie. Coś jak dorastanie albo zdobywanie leweli w rpgach.
Podejście kapitalistyczne, chłodne i cyniczne rządzi rynkiem pracy. Trzeba się dostosować do tej rzeczywistości, próbując zachować choćby mgliste resztki beztroskiego dzieciństwa, żeby nie dołączyć do przesączonych nikotyną i alkoholem korporacyjnego tłuszczu.
19 sierpnia, 2010
Retro: PC romans
Można powiedzieć, że Commodore 64 zajmował się mną, gdy byłem osobą mało poważną. Wtedy, kiedy mój wiek był liczbą jednocyfrową. Ojciec mój, po wykonaniu paru skomplikowanych obliczeń, uznał, że ponieważ jego syn stawia pierwszy krok na drodze do męskości wraz z osiągnięciem 10 roku życia, postanowił schować starego rzęcha do piwnicy i wydać niezłą sumkę na Pentium 75. Pierwszy i ostatni rodzinny PC w moim domu.
16 sierpnia, 2010
Kiedy powiem sobie dość.
Na dobry początek po powrocie z urlopu:
- "Wczoraj widziałem porno z zakonnicami i facetami w czapkach Myszki Miki w rolach głównych."
- "Ale to głębokie, stary. Nie dość, że przedstawia w sposób banalnie prosty i ciekawy relacje między współczesną rozrywką (ukazując jednocześnie jej dziecinność), a tradycją, używając łatwo rozpoznawanych symboli, to jeszcze stanowi dość mocną alegorię dla wrodzonej hipokryzji naszego społeczeństwa."
- "No."
- "I jak ta Myszka Miki? Lepsza od Smurfów?"
- "Całkiem całkiem, choć przez te czapki cała akcja wyglądała dość...niezdarnie. Zakonnice wyglądały na zadowolone."
- "To ładnie."
Autentyczna rozmowa. Jakby się zastanowić, sporo na tematy pornograficzne ostatnio rozmawiam z różnymi ludźmi. Zdecydowanie za dużo. Nie tylko wychodzę na adwokata diabła, ale i na zboczonego dziwaka.
30 lipca, 2010
Urlop. I zwycięstwo metroseksualnych wampirów.
Niechlujstwo, bezcelowe łażenie, męczące podróże, kiepskie jedzenie, rozczochrana fryzura, niedostatki w higienie osobistej, zapuszczanie brody, narzekanie na beznadziejność pogody, granie na nerwach znajomym, zdecydowane podwyższenie ilości przyjmowania alkoholu.
O tak. Nadszedł urlop.
Dwa tygodnie bez nudnej pracy i bezsensownych obowiązków. Odpoczynek od niezdecydowanych szefów, którzy faworyzują swoich podopiecznych i od dziwnych zagrywek z tym związanych.
Aktualki jeszcze rzadziej niż teraz, podejrzewam ;)
Z innej beczki:
Zastanawiałem się ostatnio nad serią o wykastrowanych wampirach i wilkołakach dla dziewcząt, czyli "sadze zmierzch". Jak dla mnie wampir powinien być krwiożerczą bestią, która ludźmi się bawi, jak zwierzątkami domowymi. A gdy głód wystąpi, cóż, krówka bardzo fajne i przyjemne stworzenie, ale hamburgery są lepsze od jej towarzystwa. Stosunek myśliwy - zwierzyna, w sensie. Kiedyś może nawet jakoś to rozwinę (marzy mi się mix tego podejścia do wampirów z filmami buńczucznymi, jak "Mechaniczna Pomarańcza" czy "Fight Club". No i gdzieś trzeba będzie umieścić kopię Cassidy'ego z "Kaznodziei").
No, ale to mało istotne. To co budziło moje zainteresowanie we wspomnianej sadze, to fakt, że jest jedną z niewielu serii książkowych/filmowych skierowanych bezpośrednio do młodych dziewcząt. Tak, fantastyka traktuje panie niezwykle po chamsku. Jej większość składa się na opowieści o dochodzeniu do władzy mężnych młodzieńców, którzy wyrzynają w pień hordy ciemności swoimi ogromnymi mieczami (bez podtekstów proszę) i bałamucą każdą niewiastę na swej drodze. Nowoczesne kobiety raczej takiego podejścia nie lubią.
Ostatnio skończyłem "Smoka Jego Królewskiej Mości" napisanej przez kobietę - Naomi Novik. Teoretycznie zatem, powinna owa powieść zawierać elementy, które przemówią do dziewczyn. Otóż nie. Mamy dżentelmena, który nie wdaje się w romanse i myśli tylko o służbie oraz jego dzielnego smoka, którzy razem chronią Wielką Brytanię przed zakusami Napoleona. Potyczki w powietrzu, walki, ciężkie treningi, dostosowywanie się do życia "awiatora" (taki pilot smoków) etc.
Nie zrozumcie mnie źle, świetna książka i z pewnością zapoznam się z resztą serii, ale skoro nawet dla autorek "targetem" są młodzi chłopcy, to trudno się potem dziwić temu, że gdy wychodzi jedyna seria skierowana tylko dla dziewcząt, to staje się bestsellerem.
Tak, drogi internecie. To co zrobiliśmy z popkulturą w ostatnich 50 latach, nasza dominacja nad nią, nasze zaniedbania dla potrzeb żeńskiej części publiczności, jest tym, czym zadecydowało o sukcesie książek Stephenie Meyer.
Wszyscy jesteśmy winni po równo za popularność Edwarda i Jacoba. Ja, Ty, George Lucas, Steven Spielberg, Robert Howard, Arnold Szwarcencauer, Pudzian, ten miły gościu z warzywniaka, a nawet bracia Kaczyńscy.
Założę się, że w kluczowych momentach rozwoju fantastyki, jak np. gdy Tolkien tworzył Środziemie, gdy Gygax pracował nad D&D, gdy klejono pierwszy numer Heavy Metal/Metal Hurlant, czy wtedy kiedy Gibson składał do kupy Cyberpunk, wtedy to Jezus Chrystus żartował "wybacz im, bo nie wiedzą co czynią".
Subskrybuj:
Posty (Atom)