09 września, 2011

Ustka - schematy i pasjans.

Wymiana rur w domu trwa. Oznacza to, że musiałem owinąć desktop folią, jak fan bondagu, żeby gruzu za dużo do niego nie nasypało. Polityka zatrudnionej do tego zadania firmy polega na tym, że wchodzą wszędzie. W tym samym czasie rozwalają łazienkę, pokoje i kuchnię. Nie ma się gdzie schować i nie ma czym się zająć w domu. Używając wymówki, że w przygotowywanym pod wynajem mieszkaniu trzeba posprzątać i stolik złożyć, wyrwałem się z domu, zostawiając matkę samą z robotnikami. Odpłaci mi tym samym w następnych dniach, bo wymiana rur/sprzątanie/zamurowywanie potrwa do wtorku. Największym cwaniactwem wykazała się moja siostra, która już w zeszłym tygodniu zaklepała wyjazd do ojca do Łodzi, na okres robót.

Wczoraj zabezpieczałem z matką mieszkanie, meble przesuwałem, dywany zwijałem, książki w szafkach upychałem. Rozpędziliśmy jednak i gdy do kolacji chcieliśmy usiąść, okazało się, że nie było na czym. Dzień rozpoczął się o szóstej rano. Szybkie śniadanie i foliowanie łóżek, następnie prysznic i chowanie środków higienicznych. Ekipa wpadła o wpół do ósmej i zaczęła się rozkładać. To znak dla mnie, pomyślałem. Zabrałem torbę, klucze do drugiego mieszkania i ulotniłem się, życząc mamie miłego dnia. Update z kradzionych internetów zatem!

Kontynuując opowieść o Ustce...

Dzień 6.

05 września, 2011

Ustka - deszcz i las uderzają w nas.

Gdy wróciłem od fryzjera, matka spojrzała na mnie z obrzydzeniem. No co on z siebie zrobił?! - rozległo się po domu. Potem zapytała, czy fryzjer, u którego byłem, ma w ofercie oszpecanie, czy też zrobił to specjalnie dla mnie? I wszystko dlatego, bo zażyczyłem sobie skrócenia włosów o połowę. Nawet pogadankę miałem, że nie jestem już taki młody, włosy będą mi rosnąć może jeszcze z dziesięć lat, a potem łysinka. Cała rodzina czepia się i wywiera naciski na mnie z powodu włosów. Mam się czuć zaszczuty z powodu owłosienia? Przecież to niedorzeczne. Najwyraźniej Adam Jensen w zwiastunie nowego Deus Ex miał rację. "If you want to make enemies, try to change something."

No, ale kontynuując.

Dzień 5.

01 września, 2011

Ustka - piwko naprzeciwko.

Kolejny dzień walki z systemem. Zezwalanie na to, żeby robił ze mną co zechce, dokładnie mówiąc. Przed wyjazdem do Ustki dostałem info od swojego dziekanatu, że kierowniczka studiów nie poinformowała studentów o obowiązku wyboru dodatkowego wykładu na zeszły semestr. Za ten przedmiot przysługują dwa punkty ECTS. I tych dwóch punktów, jak się okazuje, brakuje wszystkim studentom na moim roku. Nawet tym, którzy zdążyli już się obronić. 

Sprawę olałem, bo magisterka, wakacje etc. Teraz wróciłem do kwestii. Przejrzałem dyskusję na forum mojego kierunku, niektórzy rzucali kurwami tu i ówdzie, zapowiadali, że spalą tą głupią budę i z postów wynikało, że planowali ukrzyżować rządzącą nami panią magister. Widziałem się z nią dzisiaj, więc raczej do tego nie doszło. Chyba, że jest bardziej wytrzymała niż Jezus. Poszła nam na rękę, szczęśliwie. Zaliczenie dodatkowego przedmiotu, który wybrała za nas, polegało na napisaniu eseju na dowolny temat związany z migracjami, 3 - 5 stron. Banał. Jednakże jest to kolejne ustępstwo społeczeństwa wobec błędu systemu. Pozwalamy, żeby rząd deregulował OFE, okradając nas z oszczędności; żeby spekulanci podnosili kurs franka, przez co spłacić kredytu się nie da; nie panikujemy, gdy w debacie telewizyjnej uczestniczy tylko dwóch przedstawicieli partii, w dodatku będących w koalicji rządzącej; a teraz to. Nie powinniśmy się na to godzić, nie w demokracji. Tu trzeba rewolty.
  
Ale wracając do wakacji.

Dzień 4.

30 sierpnia, 2011

Ustka - główne atrakcje.

Nienawidzę swojego promotora. Najpierw człowieka pogania i kontroluje, chcąc jak najszybciej zobaczyć poprawki, a potem, gdy dostaje wydrukowaną pracę, mówi, że przeczyta ją i sprawdzi na wakacjach, na które właśnie się wybiera. Przez miesiąc będzie zwiedzać Madryt, w przerwach zerkając na studenckie wypociny, a następnie wszystkich zaprosi na swój dyżur pod koniec września. Zamiast bronić się w następnych kilku dniach, jak planowałem, studia skończę w październiku. Mam nadzieję.

A co do wakacji...

Dzień 2.

27 sierpnia, 2011

Ustka - Pierwsze wrażenia.

Uwielbiam weekendy spędzać w zasyfionym mieszkaniu, składać meble, rozkładać je, ciąć i składać ponownie, bo akurat takie dwie rurki przeszkadzają im w aklimatyzacji. 7 godzin z piątku mi to wyjęło i 6 z soboty. Wszystko po to, żeby komuś wynająć. Cudnie. Wróćmy jednak do odbytej jakiś czas temu podróży.

Dzień 1.

22 sierpnia, 2011

Ustka - początek podróży.

Ok, poniżej prolog wyprawy do Ustki, odtworzony z haseł i zdjęć. Zajmuje mi to dłużej niż myślałem, bo gorączkowo poprawiam magisterkę, tak aby promotor był zadowolony. Oznacza to ostatnie szlify we wstępie/zakończeniu/streszczeniu/bibliografii. Jak moja praca nie okaże się najpoczytniejszym gównem wśród ciała profesorskiego, będę zawiedziony.

Dzień 0 - podróż.

16 sierpnia, 2011

Skąd Litwini wracają?

Była niedziela wieczór, gdy wysiadłem na Dworcu Wschodnim. Zgodnie z oczekiwaniami, powrót był męczący. Dziesięć godzin na tyłku w jednym miejscu, z krótkimi wypadami do toalety lub wagonu restauracyjnego. W dodatku miejsce obok swojego ojca zajmowałem, którego głowa, gdy zasnął, uderzała mnie w ramię, co doprowadzało mnie do szału. Zamiast wybuchnąć, co byłoby usprawiedliwione, ograniczałem się do prychania i rzucania kurwami pod nosem. Natomiast gdy mi udało się przysnąć, ojciec budził mnie z błahych powodów. Darmowy poczęstunek, synu, weź powiedz co chcesz, no przecież nie będę za ciebie decydować, potem pretensje mieć będziesz. Chcesz kanapkę? Ja biorę kanapkę. Ty nie chcesz? Na pewno? Nie jesteś głodny? Jedziemy już dwie godziny, a ty nie chcesz jeść? Jakiś chory jesteś.

I tak cały czas.