05 sierpnia, 2009

Próbując złapać wielką rybę.

Mam jeden z tych dni, gdzie blask bijący od monitora tak mnie fascynuje, że żadna myśl ciekawa nie jest w stanie zawitać do mojej głowy. Używając pomysłów wielce aktywnego ostatnimi czasy Davida Lyncha (teledysk do piosenki Moby'ego, wydanie płyty zespołu Fox Bat Strategy, uruchomienie David Lynch Foundation, wygłaszanie wykładów dotyczących medytacji w całej Ameryce, założenie kanału na Twitterze), ujmę to w ten sposób:

Czasem morze wygląda wspaniale. Jest przeźroczyste, dając podgląd na wszelkie życie morskie, a w szczególności na wielkie ryby żyjące w głębinach. Wszystko wówczas jest proste i jasne, wręcz oczywiste. To są tak zwane dobre dni.

Natomiast niekiedy trafi się dzień taki jak dziś, gdzie morze jest tak mętne i nieczyste, że zoofil porównałby je do spermy słonia.

04 sierpnia, 2009

Franchising.

Siedziałem sobie wczoraj przed gabinetem dentystycznym, czekając na swoją turę. Wziąłem do ręki magazyn o nazwie "Franchising", gdzie wywiad był z jedną z największych dziwek medialnych - Piotrem Najsztubem (Nie chodzi mi tu o to, że jest kiepskim dziennikarzem, raczej o to, że korzysta z każdej okazji, żeby zaistnieć w mediach).

Olśniło mnie nagle, że znacznie przyjemniej czytałoby mi się tą gazetę, gdyby co trzy strony był jakiś obrazek z japońskim hentai. Takim bez macek. Ależ by to podniosło sprzedaż tego pisma! Dzięki temu zrobili by mnie Naczelnym w kilka dni. Fakt, że może i jestem finansowym ignorantem, a duże firmy jak McDonalds powodują u mnie odruch wymiotny, ale za to bym umieścił pornografię w piśmie biznesowym.

Ludzie. Porno. We "Franchisingu".

Kolejny krok - wykresy przedstawiające wzrost lub spadek wartości akcji poprzez slideshow z cyckami. Najpierw zaczynamy od małych, niezbyt okazałych, a potem byśmy przechodzili do tych ładnych, krągłych, z czubkiem, który może wybić oko. Bankrut by za to zobaczył stare "rodzynki", jak w tym żarcie.

Aż czuć moc nieograniczonych możliwości.

03 sierpnia, 2009

Niesprawiedliwość.

Często się tak zdarza, że ludzie pracujący chcą przeskoczyć poniedziałek, wraz z całym tygodniem, i od razu zabrać się za piątek. Często zdarza się również, że kobiety chcą mieć większe piersi. O ile płeć piękna może spełnić swoje zachcianki, jeśli mają gruby portfel lub cena silikonu spadnie, to ogólnie pojęci pracownicy niestety nie mogą mieć kilku weekendów pod rząd.

Niesprawiedliwość życia mnie dobija.

30 lipca, 2009

Nie jesteśmy już w Kansas.

A teraz czas na pogodną pieśń niepatriotyczną.

Ekhm...*odchrząkniecie*...*pozbycie się flegmy*

"Gdzieś tam, gdzieś tam za tęczą,
Gdzie tylko leprechaun wie,
Jest kraj, gdzie ludzi dręczą,
Polską nazywa się."

Dziękuję, dziękuję.

Czysty geniusz poetycki ze mnie, ot co.

29 lipca, 2009

Środa. Znowu.

Dzień zaczął się jak zwykle. Kolejny senny poranek zapowiadający bezcelowe siedzenie w pracy. Takich dni w życiu jest mnóstwo, niestety. Można wręcz powiedzieć, że właśnie z nich składają się mijające nam lata.

Hasło "carpe diem" brzmi ładnie, ale z przykrością stwierdzam, że za cholerę nie da się go zastosować do codzienności.
Horacy ewidentnie nie miał problemu "jak mam chwytać taki dzień jak środę?", gdyby miał to pewnie jakąś adnotację do swojej poezji by zrobił. Sam jestem najwyraźniej za głupi, żeby znaleźć satysfakcjonującą odpowiedź. Może wam się uda.

Z mniej filozoficznych spraw:

Nowy Harry Potter kopię rzyć. Naprawdę. ZNACZNIE lepszy od Terminatora, Star Treka i Transformersów 2. Efekty, fabuła, aktorstwo, muzyka, wszystko stoi na znakomitym poziomie. Obok "Więźnia Azkabanu" to imho najlepszy film z "Potterem" w tytule.

Choć należy pamiętać, że książek z tej serii póki co nie dotykam, więc moje doświadczenia z czterookim satanistą ogranicza się do ekranizacji.

Kontynuując, "Anioły i Demony". Gdyby nie fakt, że towarzyszył mi przez cały seans alkohol, to byłbym ostro zdenerwowany, że ponad dwie godziny poświęciłem na ten bełkot. A tak to miałem niezły ubaw z całej masy nonsensów, kretynizmów i użytych deus ex machina jakie pojawiały się w czasie oglądania. Chyba tylko muzyka Zimmera jest tu znośna. I może scenografia.

"Next" z Cagem. Oto mamy kolejny żałosny film s-f, gdzie pan Nicolas ma gówno zamiast włosów. Strata czasu ekipy filmowej, strata czasu dla widza i marnotrawstwo rewelacyjnego opowiadania Philipa K. Dicka "Złotoskóry", które za chuja nie jest podobne do tego szajsu, który reklamowany jest jako jego adaptacja.

Ponadto, "Krainy Podmroku" ukończone. Naprawdę czuć, że autorzy tego zbioru opowiadań to zapaleni gracze DnD. Czytając aż się widzi rzucanie kośćmi.
Pierwsze opowiadanie - o młodości Drizzta i jego ojcu - takie sobie, drugie, od pana Greenwooda, usypia po stronie, trzecie - o młodości niejakiej Liriel (też chyba jest ważną postacią w świecie Forgotten Realms) średnie, czwarte - typowy dungeon crawler - całkiem ok, i na koniec dość przyjemna i zabawna historyjka o niejakim Volo i jego wyprawie do Podmroku.

Ogólnie, ujdzie. Chyba, że na słowo "drow" albo "Drizzt" ma się odruch wymiotny.

24 lipca, 2009

Dżentelmen nie pije przed południem.

Się trochę zmieszany teraz czuję, jakbym płynął przez błękitne obłoki, w nieco sennym stanie. Jak młody szympans pod wpływem heroiny. Ciężko rzec czy przez przepracowanie, czy też przez to, że od godziny 14:00 zacząłem pić szampana z resztą współpracowników i będziemy kontynuować tą czynność do końca pracy ;)

Jeszcze nie wylądowałem i mam nadzieję, że wszystko, co widzę to nie jest wytwór mej wyobraźni. Rzeczywistość jest niczym ciepła zupa w chwili obecnej.

23 lipca, 2009

Słodki umysł.

W końcu znalazłem pokrewną duszę! Potwierdzenie, że nie jestem sam na tym świecie, że mój przypadek nie jest odosobniony! Oto człowiek bez mózgu:


Wikipedia mówi, że to czarne w środku to płyn rdzeniowo-mózgowy, a mózg to te resztki na obżerzach. Jednak znane są przypadki, gdy Wikipedię ktoś niekompetentnie zredaguje, tak jest właśnie w tej sytuacji.

Ponieważ dzielę przypadłość z tym panem mogę wyjaśnić, że to czarne wypełnienie to nic innego jak czekolada. Niestety, minusem posiadania tak wyjątkowej zawartości umysłu jest to, że w gorąc, taki jak dziś, czekolada się roztapia i wypływa z uszu, z nosa, jak i również zdarza się tą słodkością wymiotować.

Znalazłem dzięki temu dodatkowy zarobek, często występując na weselach i przyjęciach dziecięcych. Cena do negocjacji, choć przyznam, że tanio nie jest. Za to mogę zapewnić, iż lepiej się będziecie bawić przy mnie niż przy jakimś klaunie.

Dzwońcie!