Moje życie jest puste. Kompletnie. Z każdym kolejnym wpisem, gdy nie mam nic do napisania, uświadamiam to sobie coraz bardziej. Miałem takie ambicje, chciałem osiągnąć wszystko, a jak na razie siedzę w domu na tyłku i nie robię nic.
Niby jeszcze mam czas by stać się sławnym reżyserem, uzdolnionym scenarzystą, najlepiej sprzedającym się pisarzem na świecie lub też gwiazdą porno, ale nic nie robię by spełnić te marzenia. Powiem więcej, zaczynam nawet myśleć, że nigdy się one nie ziszczą. Można powiedzieć, że taka rola marzeń, jednak ja zawsze myślałem, że te sny o potędze, pieniądzach i sławie są do spełnienia.
Teraz natomiast coraz bardziej zdaję sobie sprawę z tego, że moje życie będzie takie samo jak życia milionów innych. Będę zwykłym, nudnym biurokratą, którego niegdyś górnolotne ambicje zostały zredukowane jedynie do chęci utrzymania swego stołka. Mam 23 lata i zero osiągnięć w jakiejkolwiek dziedzinie.
Chyba, żeby liczyć jakiś żałosny dokument potwierdzający, że przez 3 lata moi rodzice topili pieniądze w nic nie wartą szkołę prywatną, o jednej z najgorszych reputacji w całym kraju a.k.a licencjat europeistyki. Poza tym jest cholernie gorąco, czego nie znoszę :) aha, pamiętacie jak psioczyłem na Mass Effect z miesiąc temu? Moje obawy okazały się prawdą. Pod względem RPGowym gra jest żałosna. Na szczęście Mass Effect jest również całkiem udanym taktycznym shooterem z rozwojem postaci i z ogromnym światem do zwiedzania. No i klimaty wyjęte wprost z Gwiezdnych Wojen również robią swoje, inplus dla mnie przynajmniej. Jak na razie mam za sobą mniej więcej ćwiartkę gry za sobą, z tego co przeżyłem, nowy twór BioWare jest godny polecenia.
Muzycznie dziś sprawa wygląda następująco: Zabytek z 1965 - Sonny & Cher - I Got You Babe. Bo widziałem ostatnio znowu Dzień Świstaka z Billem Murray'em ;) i utwór z drugiego albumu Franz Ferdinandów - Walk Away. To będzie rok 2005 chyba.
27 lipca, 2008
24 lipca, 2008
Negatywne ciśnienie.
Dołowania się czas zacząć ponownie. Od kiedy wczoraj nasłuchałem się melodyjek kojarzących mi się z utraconą miłością to mam fatalny nastrój. Cóż, duch cierpi, ale ciało zdrowieje. Zdjęto mi szwy ze wspomnianego wcześniej palca. Teraz tylko pochodzę z opatrunkiem 3-4 dni i znów będę w pełni sprawny.
Może w końcu ludzie przestaną mnie traktować jak jakiegoś weterana z Wietnamu, któremu kończyny pourywało :) Póki co jeszcze siedzę w domu, więc nie ma o czym pisać. Ograniczę się jedynie do zapowiedzi tego co dziś dodałem na wrzutę:
The Appleseed Cast - Blind Man's Arrow (od Zbigniewa) Link Wray - Rumble (ode mnie)
Oraz do stwierdzenia, że Brudny Harry rządzi, niezależnie od tego ile razy już się go widziało :)
Może w końcu ludzie przestaną mnie traktować jak jakiegoś weterana z Wietnamu, któremu kończyny pourywało :) Póki co jeszcze siedzę w domu, więc nie ma o czym pisać. Ograniczę się jedynie do zapowiedzi tego co dziś dodałem na wrzutę:
The Appleseed Cast - Blind Man's Arrow (od Zbigniewa) Link Wray - Rumble (ode mnie)
Oraz do stwierdzenia, że Brudny Harry rządzi, niezależnie od tego ile razy już się go widziało :)
22 lipca, 2008
Typowa konwersacja
Sleeper wychodzi ze swojej łazienki. Zapach zeń się wydobywający doprowadza do omdlenia pobliski kwiatek. Pies leżący w przedpokoju aż musiał zakryć swój mokry nos, by nie oszaleć z oszałamiającego smrodu.
Sleeper zamyka w końcu za sobą drzwi i wyraźnie zadowolony z siebie nabiera powietrza w płuca. Z ogromną satysfakcją powoli je wypuszcza i stwierdza:
Sleeper: Uuuuuułłłłiiii, cholera! Ależ to było kupsko.
*Sleeper wykręca numer na gg do Grimma
Sleeper: Grimm, mój synu! Właśnie posadziłem najbardziej epickiego klocka w mym życiu!
Sleeper: Niewyobrażalnie wielkie bydle! Aż się złamało w pół, a i tak ledwie się zmieścił!
Sleeper: Można by rzec, że to był istny Kolos Rodyjski w brązowej maści!
Ja: To nadaje nowe znaczenie powiedzeniowi "kolos o glinianych nogach".
Sleeper: O tak. Moje jelita rozłożyły tego wczorajszego kebaba zapitego piwskiem i wódeczką!
Sleeper: To musiała być zacięta walka. Ha ha! I tak codziennie :) p.s Przesadzam absolutnie oczywiście, mam nadzieję, że Sleeper się nie obrazi ;) Dziś Eagles of Death Metal (kolejny poboczny projekt Josha Homme'a) - I Only Want You, bodaj z 2006 oraz Smashing Pumpkins - 1979 (z roku 1995) pod przysznic.
Sleeper zamyka w końcu za sobą drzwi i wyraźnie zadowolony z siebie nabiera powietrza w płuca. Z ogromną satysfakcją powoli je wypuszcza i stwierdza:
Sleeper: Uuuuuułłłłiiii, cholera! Ależ to było kupsko.
*Sleeper wykręca numer na gg do Grimma
Sleeper: Grimm, mój synu! Właśnie posadziłem najbardziej epickiego klocka w mym życiu!
Sleeper: Niewyobrażalnie wielkie bydle! Aż się złamało w pół, a i tak ledwie się zmieścił!
Sleeper: Można by rzec, że to był istny Kolos Rodyjski w brązowej maści!
Ja: To nadaje nowe znaczenie powiedzeniowi "kolos o glinianych nogach".
Sleeper: O tak. Moje jelita rozłożyły tego wczorajszego kebaba zapitego piwskiem i wódeczką!
Sleeper: To musiała być zacięta walka. Ha ha! I tak codziennie :) p.s Przesadzam absolutnie oczywiście, mam nadzieję, że Sleeper się nie obrazi ;) Dziś Eagles of Death Metal (kolejny poboczny projekt Josha Homme'a) - I Only Want You, bodaj z 2006 oraz Smashing Pumpkins - 1979 (z roku 1995) pod przysznic.
21 lipca, 2008
W szklarni.
Tak jest. Nowy wpis. Po kilkudniowym odpoczynku od sieci powracam do (w miarę) regularnych aktualek. W moim życiu zaszła jedna poważna zmiana, otóż wycięto mi pół paznokcia. Historia ta nie jest warta przytaczania, więc ograniczę się do powiedzenia, iż mam otwartą ranę na dużym palcu mej lewej nogi. Spokojnie, nie jest samotna. Sąsiadują jej szwy, które zamieszkały na jej obrzeżach, ponieważ lekarz nie potrafił się dostać do części wrastającej w moje ciało. Mam siedzieć w domu i nie nadwyrężać stopy do środy. Potem usłyszę werdykt, ile jeszcze mi zostało tego domowego aresztu, wraz z terminem usunięcia tych niechcianych lokatorów z mego palcowego apartamentu. A chwilowo siedzę na tyłku (chyba już odcisków dostaję) i czytam, oglądam filmy, pogrywam dalej w Fallouty, pełna kulturka czyli, ale już mi się nudzić zaczyna ;) Prawdę mówiąc czuję się jak roślina w szklarni. Codzień o mnie dbają, mam ciepło, mam pożywienie, mam niezłe widoczki przez szybę, rozmawiają ze mną nie oczekując odpowiedzi, jestem uwięziony w jednym punkcie z niemożnością transportu, chyba, że ktoś mnie przeniesie. No może lekko przesadzam. Mogę chodzić, ale nie wolno mi stawiać palca na podłodze. Innymi słowy, na podłoże naciskam całą prawą stopą i tylko piętą lewej. Tak czy inaczej, skończyłem swoją przygodę z opowiadaniami Edgara Allana Poe, ogólnie niezłe są. Były wybitne momenty jak "Serce - oskarżycielem", ale były też i takie przez które ledwo przebrnąłem jak "Król Dżumiec". W chwili obecnej, olewając moją listę "W kolejce", podjarany zwiastunem nadchodzącej ekranizacji komiksu Watchmen - Strażnicy, po raz wtóry usiadłem do jego lektury (muzyczka z tego teasera dostępna w dziale "inne" na moim profilu na wrzucie). Faktycznie jest to najlepszy komiks w dziejach, szczególnie rozdziały o Dr. Manhattanie oraz obecnym nad wami Rorschachu. Już mam za sobą 11 z 12 części, a następnym krokiem jest, w końcu, 450 stronicowi "Amerykańscy Bogowie" Gaimana. Tą pozycję chyba z rok będę czytać :) Sprawy sercowe natomiast dalej znajdują się w stanie opłakanym. Wybranka mych uczuć, niestety, wolała innego. Z resztą nie dziwię się. Koleś zaproponował jej wakacje na lazurowym wybrzeżu. Za darmo. Człowiek ten jest ponoć nieziemsko napakowanym łysolem. Jest optymistą, który strzela żartami jak z karabinu maszynowego (kiepskimi, bo kiepskimi, ale jednak). To zawsze działa lepiej na kobiety niż przesiąknięty sarkazmem socjopata, który choć momentami uroczy i zabawny, to raczej nie nadaje się do życia. Ponadto, jej nowy chłopak robi w budownictwie, biznesie, który przeżywa prawdziwy renesans ostatnio, więc pieniędzy ma w bród. A ja w obecnej sytuacji jestem bez grosza przy duszy. Aha, to jeszcze nic pewnego, ale być może od połowy sierpnia będę biurokratą na pełen etat. Wiecie, jednym z tych małych kółek, które kręcąc się umożliwiają istnienie systemu zniewalającego świat ;) Rubryczkę Zbigniewa wypełnia dziś link do The Go! Team - Junior Kickstart (polecam teledysk), a ode mnie, do pluskania się, Tom Waits - Goin' Out West.
14 lipca, 2008
Zabawy ze światłem.
Odpoczynku od sieci dzień kolejny. Nadal doskwiera mi brak jakiejś przedstawicielki płci przeciwnej przy moim boku, ale tak to nie narzekam ;) Kończę powoli jeden projekt zalegający na moim pulpicie od kilku miesięcy, efekty być może pojawią się jakoś niedługo na blogu. W wolnych chwilach myślałem nad zatopieniem się w świat jakiejś gry, ale niestety za cholerę mi nie wychodzi. W związku z tym ponownie zainstalowałem największe dzieła, jakie do tej pory umysł ludzki stworzył na komputery osobiste - Fallout oraz Fallout 2. Przerwa w nadawaniu potrwa jeszcze trochę, ale podejrzewam, że wrócę do stałych, codziennych updatów najpóźniej w przyszłym tygodniu. Peace. Dziś Shadowplay autorstwa Joy Division (ostry spór wewnętrzny zaszedł co do tego utworu, Zbych wolał dać wersję albumową, bo ponoć lepsza, jednak ostatecznie postanowiłem dać wersję live, a zresztą to moja rubryczka, więc Zbyszek niech się wali ze swymi sugestiami :)) oraz The Thermals - Here's Your Future.
11 lipca, 2008
Radosne dźwięki dla radosnych ludzi.
Nie układa mi się niestety ostatnio. Nie tylko jeśli chodzi o kobiety. Wakacje zapowiadają się niezwykle ponuro i w ogóle wszystko chuj. Nie chcę mi się rozdrabniać ;). Planuję przerwę w siedzeniu przed komputerem, może to mnie natchnie pozytywną myślą. A na razie powolne nuty od PJ Harvey - The Mess We're In oraz klasyk nad klasyki, bodaj najbardziej znana "oda do depresji" The Sounds Of Silence Simona & Garfunkela.
10 lipca, 2008
Prawdziwa historia.
Tak więc wpadam do wypożyczalni wideo, celem wypożyczenia filmu. Obchodzę całość, zerkam na półeczki. Same hiciory z fabryki odgrzewanych kotletów a.k.a Hollywood. Nic ciekawego generalnie. Podchodzi do mnie pracownik tej zacnej firmy, najwyraźniej zobaczył zatroskaną, nie potrafiącą się zdecydować duszyczkę, i zadaje pytanie "Czy może w czymś pomóc?" Widać, że chłopak nowy, nadaktywny, jeszcze nie zna się na interakcji z klientem. A więc ja, ponieważ mam doświadczenie już z tego typu ludźmi, to wiem, że nie da się ich po prostu zbyć zwykłym "Nie, dziękuję, tylko oglądam." Taka taktyka jest dobra na chwilę jedynie, bo zaraz wracają i się dopytują "Ale czy na pewno? Może jednak w czymś doradzić?". Mówię więc wprost: "W zasadzie to tak, przyda mi się Pańska pomoc. Szukam filmu, w którym ci źli wygrywają. Wie Pan, taki w którym dobro dostaje po tyłku i zostaje kompletnie upokorzone. Filmu, w którym "duch dobroci" głównej postaci zostaje złamany, jego ideały zniszczone, a wszelkie wyższe zasady moralne i cnoty, którymi się kieruje zostają przedstawione jako zwykłe kłamstwa, którymi są w rzeczywistości. A na koniec najfajniej by było, gdyby całe społeczeństwo ocknęło się ze swej hipokryzji i otwarcie zaczęło czcić Zło." Cykanie świerszczy w tle. "Macie coś takiego?" - pytam tego dobrego człowieka, który najwyraźniej jest trochę zagubiony. "Errr, może spróbuje pan w sekcji dokumentu?" a propos filmów, "Zdarzenie" jest zdupy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)